Paranormalium zakończyło współpracę z NPN

Co prawda osoby najbardziej zainteresowane sprawami Paranormalium już o tym wiedzą, wydaje mi się jednak, że powinienem o tym poinformować również pozostałych, i jednocześnie przestrzec przed nawiązywaniem współpracy z pewną osobą. Czynię to na łamach mojego bloga również dlatego, że otrzymuję, czy to na gg, czy w prywatnych wiadomościach, czy to inną drogą, pytania dotyczące tej sprawy i po prostu nie chce mi się opisywać tego każdemu z osobna.

Otóż dwa dni temu Paranormalium zakończyło współpracę z projektem Na Progu Nieznanego. Jakie były tego powody, wyjaśniam pokrótce.

Otóż kilka dni temu na forum Infry pokazał się temat dotyczący seminarium w Płocku, organizowanego przez NPN 14 stycznia. Jak pamiętacie, ogłoszenie dotyczące tego seminarium ukazało się również na Paranormalium w formie newsa – stało się tak, ponieważ wtedy jeszcze iskry między Paranormalium a NPN-em nie leciały. Ponieważ w temacie użytkownicy forum dzielili się swoimi wątpliwościami dotyczącymi działalności Marcina Mizery oraz jakości merytorycznej organizowanych przez niego seminariów, postanowiłem, że i ja przekażę swoje uwagi. Miałem bowiem pewne podejrzenia, czy Mizera (albo ktoś inny z NPN-u) nie „pożycza” sobie czasem tekstów z Paranormalium, wykorzystując je w bezprawny sposób, np. plagiatując je (jak się okazało, moje podejrzenia w dużej części się sprawdziły - ale o tym za chwilę).

Wiem, może to nie było do końca w porządku aby takimi rzeczami dzielić się na forum publicznym, jednak mimo początkowych oporów postanowiłem to uczynić w taki a nie inny sposób – po prostu, oceniając moje dotychczasowe kontakty z Mizerą i NPN-em, uznałem, że tylko w taki sposób trafi do nich to, co już od dawna chciałem im powiedzieć (wiem, że mimo iż Mizera zarzeka się, że na forum Infry nie zagląda „bo to gnoje są”, to jednak jakąś drogą informacje z tego medium do niego docierają).

No i się zaczęło. Nazajutrz otrzymałem od Mizery drogą facebookową wiadomość, że mam wejść na jego profil i odnieść się do tego, co napisała nim niejaka Ewelina Wałęka („Dział kontaktów z czytelnikami”). W tym miejscu muszę zaznaczyć, iż z uwagi na wizytę na uczelni przed komputerem pojawiłem się w tym dniu dopiero wieczorem. Marcina jednak nic to nie obchodziło, gdyż zdążył do mnie w tym czasie wysłać kilka wiadomości z ponagleniami, ba, nawet umieścił pod wpisem na profilu komentarz zawierający link do mojego profilu, z moim nazwiskiem, żądając odpowiedzi i ustosunkowania się do tego, co napisała Ewelina.

W tym miejscu muszę nadmienić, że mimo iż to poniekąd ja swoim postem przyczyniłem się do rozpętania całej tej afery, to jednak w pewnym momencie poczułem się wysoce zirytowany zachowaniem Marcina. Onzachowywał się tak, jak gdyby był co najmniej moim szefem, ja zaś tylko zwykłym podwładnym, którego ów szef z przytupem przywołuje do porządku. Skrytykowanie na forum paranormalne.eu spowodowało, żespod skóry Marcina – człowieka wyglądającego na spokojnego i godnego zaufania – wyłonił się despota, który będzie Cię poganiał do zrobienia czegoś do momentu, aż to w końcu uczynisz. Na dodatek, co się później okazało, nie dość że despota, to jeszcze bezczelny konfabulator.

Niedługo potem otrzymałem od Mizery w prywatnej wiadomości epopeję zawstydzającą swoją długością nawet „Pana Tadeusza”. Dowiedziałem się z niej, że Infra „wyprała mi mózg”, że to „gnoje” i „złodzieje” (padło też kilka innych, bardziej wulgarnych epitetów), i temu podobne wyssane z palca szczegóły. Podobnych wiadomości było jeszcze kilka. W międzyczasie Mizera skasował komentarze pod wiadomością Eweliny, pozostawiając na swojej tablicy jedynie przekaz od niej.

Wróćmy jeszcze do prywatnych wiadomości. Pierwsza z takich epopei zakończona była sformułowaniem, żejeśli chcę to mogę to wrzucić na forum Infry. Jeśli chcę – a więc decyzję pozostawił mnie. Parę godzin później zaczął mi wydawać polecenia, że MAM to opublikować… brak słów.

Dla świętego spokoju wrzuciłem na forum Infry jego wiadomość, jednak później doszliśmy z Ryśkiem_INFRA do wniosku, że nie będziemy robić Mizerze reklamy – wiadomość przeniesiono do ukrytego działu. Oczywiście dla Mizery i to okazało się wodą na młyn, bo znowu zaczął atakować mnie i Infrę, że ja się „daję manipulować”, a oni to – cytuję – „zakłamane gnoje”. I tak takie zapełnianie mojej skrzynki podobnymi treściami trwało jeszcze ze dwa dni. Epitetom nie było końca. Już nawet w pewnym momencie, mając tego wszystkiego serdecznie dość, przestałem w ogóle odpisywać.

W międzyczasie poczytałem sobie w ukrytym dziale cały temat o Mizerze i jego „ekipie”… i zdębiałem. W jeszcze większe osłupienie wprawiło mnie to, co przekazywali mi już poza forum uczestnicy tej dyskusji. Nie będę tutaj opisywał tych wszystkich rzeczy, przyznam jedynie, że fakty, o których się dowiedziałem, są porażające. Okazało się, że wszystko, co próbował mi wmówić Marcin, było nieprawdą, co więcej, to nie ludzie z Infry byli złodziejami, ale on sam. Ale tego wątku w notce już nie będę rozwijał, nie sądzę, aby osoby, które mi o tym opowiadały, życzyły sobie tego. Powtórzę tylko - byłem naprawdę przerażony, dowiadując się tych wszystkich rzeczy.

Gdy dotarłem w dyskusji do wątku pod tytułem „plagiaty”, postanowiłem sprawdzić stronę NPN-u… iodkryłem masę artykułów zerżniętych z Paranormalium (już mniejsza o to, kto je tam wkleił – prócz Marcina Mizery serwis tworzy jeszcze podobno kilkanaście innych osób). Większość splagiatowana, bo usunięto informacje o autorze, źródle i tłumaczu, a zamiast tego dopisano „Serwis NPN” (przy niektórych pozostawiono mój nick jako tłumacza, ale to i tak nie załatwia sprawy, gdyż licencja, na jakiej Paranormalium publikuje teksty, wymaga również podania www.paranormalium.pl jako źródła, z którego zaczerpnięto treść artykułu). To już było przegięcie. Ale to nadal nie wszystko.

Gdy powstawał „nowy” NPN, umawialiśmy się z Mizerą na wymianę bannerów. Okazało się jednak, że mimo iż na Paranormalium cały czas wisiał banner NPN-u, na npn.org.pl banner Paranormalium po jakimś czasie tajemniczo zniknął. Stwierdziłem więc, że nie będę robił Mizernemu darmowej reklamy, i banner zdjąłem. Dosłownie chwilę później ta cała jego Ewelina („Dział kontaktów z czytelnikami”, na darmowej skrzynce założonej na wp.pl – buahahahaha!) wysmarowała do mnie kolejnego emaila z żądaniem przywrócenia banneru NPN „bo inaczej zakończymy współpracę”.

Myślałem, że kogoś drogą elektroniczną śmiechem ukatrupię. Współpraca? Jak można nazwać współpracą coś, co polega na wykorzystywaniu czyjegoś portalu w charakterze słupa ogłoszeniowego? Jak wspominałem wcześniej, na Paranormalium prócz buttonu NPN-u pokazywały się również ogłoszenia wychodzące od tej organizacji. Tymczasem na stronie NPN-u z czasem wszelki ślad po buttonie Paranormalium zniknął. Nawet w zakładce ze współpracownikami próżno szukać czegokolwiek dotyczącego Paranormalium.

Postanowiłem więc ową „współpracę” raz na zawsze zakończyć. Na Paranormalium nie ukaże się już ANI JEDNO ogłoszenie pochodzące od NPN-u. Button NPN-u również już tutaj nie zagości. Zresztą, z tego co widzę to nie ja jeden przejrzałem na oczy, bo z innych serwisów bannery i buttony NPN-u też już zaczynają znikać.

Chciałbym Was w tym miejscu przestrzec – jeżeli rozważacie nawiązanie współpracy z Marcinem Mizerą i z Projektem NPN, przemyślcie to trzy razy. Po tym, co się ostatnio wydarzyło i co wyszło na jaw (z tego co wiem to nawet najbliżsi współpracownicy w NPN-ie mają go już serdecznie dość), nie chcę mieć już do czynienia z tym człowiekiem. Po prostu się przejechałem, i tyle.

niedziela, Styczeń 22nd, 2012 Bez kategorii Brak komentarzy

Uratujmy muzykę w Polskim Radiu!

Chciałbym prosić wszystkich czytających o poparcie akcji, która ma na celu przywrócenie Pana Romualda Jakubowskiego na stanowisko dyrektora muzycznego Programu Pierwszego Polskiego Radia. Pan Romuald Jakubowski był związany z Polskim Radiem od 1977 roku. Prowadził wiele audycji z muzyką rokową. Pan Romuald Jakubowski został zwolniony krótko po tym jak szefem Jedynki został Pan Kamil Dąbrowa, który jako powód zwolnienia tylko ogólnie stwierdził, że „nie było możliwości kontynuowania współpracy”. Pan Romuald gromadził ostatnio setki słuchaczy, którzy co piątek od 22 do 3 nad ranem słuchali jego audycji „Klasycy Rocka” i „Rock noc”. Bez Pana Romualda muzyka na antenie Jedynki powoli zmienia się tracąc wyraz, a piątkowe wieczory, w które słuchaliśmy wspaniałej muzyki odeszły. Chcąc zaprotestować przeciw temu zwolnieniu umieściliśmy w internecie petycję, którą tylko w ciągu kilku dni podpisało ponad 430 osób.

Petycję znaleźć można na stronie:

http://www.petycjeonline.com/signatures/przywrocenie_r_jakubowskiego_na_stanowisko_kierownika_redakcji/start/0

Stali słuchacze Pana Romualda często komentują sytuację na facebook’owym oficjalnym profilu Jedynki, ale również na założonych z tej okazji dwóch pozostałych.

„Uratujmy muzykę w jedynce”:

http://www.facebook.com/events/219321614811555/

oraz „My wierni słuchacze”

http://www.facebook.com/groups/209172925831159/212708302144288/

Wysyłamy listy do sejmu, w których każdy indywidualnie mówi o tym, że w Polskim Radiu usuwane są osoby, które stanowią filar tej instytucji i wychowały muzycznie nie jedno pokolenie:

http://orka.sejm.gov.pl/ListydoS7.nsf/JK1?OpenForm&KSP

Kolejna instytucja, to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, gdzie również wysyłamy prośby o przywrócenie Pana Romualda na poprzednie stanowisko.

https://www.krrit.gov.pl/dla-abonentow-i-konsumentow/kontakt-i-formularze/skargi-i-wnioski/

Zwolnienie Pana Romualda Jakubowskiego zbiega się z dekoracją przez pana prezydenta Bronisława Komorowskiego innych dziennikarzy Polskiego Radia. To bardzo nieprzyjemny zbieg okoliczności, kiedy odznacza się jednych wspaniałych ludzi w Polskim Radiu a innym dziękuje się za współpracę. Dzięki Panu Jakubowskiemu słuchacze Jedynki byli pewni, że na antenie będzie prezentowana najlepsza muzyka, mieliśmy dwie audycje, które w piątek gromadziły setki słuchaczy przed radiem, ale i facebookiem gdzie wspólnie rozmawialiśmy. Również wielu słuchaczy wysyłało wiadomości, które prezentowane były na antenie. Pan Romuald prezentował nagrania nieznane, kultowe, prezentował nowe zespoły – jego audycja kształciła słuchaczy. Jest jednym z tych pracowników Polskiego Radia, który miał bezpośredni wpływ na kształtowanie gustu muzycznego u kolejnych pokoleń słuchaczy. Jest mocno charyzmatyczną osobowością, związaną z Polskim Radiem, dlatego mocno zaskoczyła wszystkich informacja dymisji jego osoby ze stanowiska oraz brak konkretnych wyjaśnień takiej sytuacji. Jako słuchacze chcemy przywrócenia Pana Romualda Jakubowskiego na stanowisko oraz powrotu na antenę audycji „Klasycy rocka” i „Rock noc”. Proszę wszystkich, którzy mogą poprzeć akcję o pomoc i podpisanie się pod petycją

http://www.petycjeonline.com/signatures/przywrocenie_r_jakubowskiego_na_stanowisko_kierownika_redakcji/start/0

oraz dołączenie do grup Uratujmy muzykę w jedynce:

http://www.facebook.com/events/219321614811555/

My wierni słuchacze

http://www.facebook.com/groups/209172925831159/212708302144288/

Dołączenie do grup na facebooku pozwoli poinformować Państwa o dalszych działaniach podejmowanych w akcji związanej z przywróceniem Pana Romualda Jakubowskiego na dotychczasowe stanowisko. Chcemy przekazać listę podpisów Panu dyrektorowi i spotkać się z nim jeśli zajdzie taka potrzeba. Ewentualne kolejne linki Działalność Pana Romualda Jakubowskie Zwolnienie Romualda

http://media2.pl/media/87101-Szef-muzyczny-radiowej-Jedynki-zwolniony.html http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/27797,Dymisja-kierownika-muzycznego-radiowej-Jedynki

Odznaczenie dziennikarzy

http://www.polskieradio.pl/7/15/Artykul/503490,Dziennikarze-Jedynki-wsrod-odznaczonych-przez-prezydenta

Krajowa Rada Radiofonii i telewizji

https://www.krrit.gov.pl/dla-abonentow-i-konsumentow/kontakt-i-formularze/skargi-i-wnioski/

Audycja

http://moje.polskieradio.pl/station/106/Klasycy-rocka

Linki w których można o tym poczytać:

http://moje.polskieradio.pl/station/106/Klasycy-rocka

Tags: , , ,

piątek, Grudzień 23rd, 2011 Bez kategorii Brak komentarzy

Początek przygody z DeviantArtem i nawrót bugsomanii z dzieciństwa

No i stało się. Kiedyś musiało. Założyłem sobie konto na DeviantArt.com (tutaj). Chociaż właściwie to nie założyłem, tylko odświeżyłem, bo mam tam konto od dłuższego czasu, tylko do niedawna nieużywane.

Co ja tam wrzucam? Przeróżne różności, najczęściej krajobrazy, zdjęcia przyrodnicze, różne „dzieła” nawiązujące do Looney Tunes… w kolejce czeka na obróbkę i wrzucenie obszerny fotoreportaż z koncertu Gienka Loski z Chorzowie w czerwcu 2011.

„Dzieł” nawiązujących do Looney Tunes jest najwięcej. I prawie wszystkie nawiązują do Honey Bunny.

I tu muszę wspomnieć o wspomnianej w tytule bugsomanii, której nawrót ostatnio przeżywam, a której objawy ostatnio obserwowałem u siebie w dzieciństwie. W poprzednim wpisie było coś niecoś o grze „Bugs Bunny Crazy Castle” – i zaczęło się! Niezależne dochodzenie wykazało, że mój (a także milionów innych przerośniętych dzieciaków) idol miał w życiu nie jedną, nie trzy, nie sześć, ale aż dziesięć dziewczyn! Co najmniej. Albowiem co jakiś czas trafiam na kolejne. No bo tak, jedna bezimienna żona, druga żona imieniem Pani Bugs Bunny, króliczka-robot, Millicent (słusznych gabarytów „królisia” z Rosji), Daisy Lou, Lula Belle, kotka Penelopa, przemieniona w króliczkę Wiedźma Hazel, Bonnie Bunny, Bertie Bunny, Magnolia Bunny, Honey Bunny i Lola Bunny. Ej, coś mi się nie zgadza! Na pewno dziesięć? Policzmy jeszcze raz… nie, nie dziesięć. Już trzynaście.

Najdłużej kręcił z Honey Bunny – ponad pół wieku. Pojawiła się po raz pierwszy w 1953 roku, z jej debiutanckiego komiksu dowiadujemy się, że jest kuzynką Bugsa i marzy jej się kariera znanej podróżniczki i wyłapywaczki słoni w Afryce. W ciągu następnych lat bardzo się zmieniła wizualnie, można powiedzieć, że przeszła więcej metamorfoz niż Lady Gaga. Pojawiała się wszędzie oprócz filmów krótkometrażowych – najczęściej można ją było spotkać na różnego rodzaju pamiątkach czy grafikach, sporadycznie występowała też w komiksach. Zniknęła w 1996 roku, gdy na srebrnym ekranie w filmie „Kosmiczny Mecz” zadebiutowała niejaka Lola Bunny.

Fani natychmiast zaczęli dociekać, co skłoniło Warner Bros. do zastąpienia Honey Lolą. Ejże, zastąpienia? Czy może po prostu Honey przeszła kolejną metamorfozę (czy też „uaktualnienie”, jak to się mówi w USA), połączoną tym razem z przechrzczeniem? To wiedzą tylko ludzie pracujący w WB. Ja tymczasem wysnułem kolejną teorię, mianowicie w roku 1996 – czyli dokładnie w roku premiery „Kosmicznego Meczu” – jedna z firm zajmujących się w USA masową produkcją kiczowatych lalek (widziałem te lalki w Internecie – łobożesztymój, co za paskudztwo!) złożyła do urzędu patentowego wniosek o zastrzeżenie nazwy „Honey Bunny”, i z tego co się niedawno dowiedziałem wniosek został rozpatrzony pozytywnie. Być może więc zaszła wręcz konieczność zmiany imienia towarzyszki Bugsa, aby uniknąć jakichś konsekwencji prawnych czy też konieczności płacenia tejże firmie przez WB dużych pieniędzy w zamian za wykorzystywanie nazwy „Honey Bunny”. Imię Honey Bunny nie pojawia się też na żadnej z wydanych po 1996 roku pamiątek z tą królisią.

Jak już wspominałem, Honey zniknęła – ale tylko na kilka lat, gdyż już koło 1999 roku zaczęła się pojawiać ponownie, tym razem już tylko na pamiątkach i grafikach. Ostatnio, na obrazach autorstwa Juana Ortiza, przybrała wygląd nasuwający na myśl hybrydę jej postaci i Loli Bunny. Pojawiająca się u Ortiza towarzyszka Bugsa wygląda jak Honey, z małą różnicą – posiada mianowicie wzięte od Loli włosy koloru blond, uszy zaś ma – podobnie jak Lola – spięte fioletową gumką.

Jakoś tak się stało, że polubiłem tę postać (mimo iż z uwagi na jej absencję w filmach i wydawanych w Polsce komiksach nie mam prawa jej pamiętać, ostatnio jednak naściągałem całą masę skanów starych komiksów z Looney Tunes i Honey wystąpiła w kilku z nich), i to do tego stopnia, że zacząłem w pewnym momencie popełniać graficzki nawiązujące do Looney Tunes, zwykle z Honey w roli głównej. Jedne są autorskie, inne zrobione w nawiązaniu do sitodruków wydanych przez WB (ale bez totalnego kopiowania kreska w kreskę kropka w kropkę). Zrekonstruowałem też ostatnio oficjalny model sheet Honey Bunny, jaki WB rozesłało w 1980 roku do swoich franczyzobiorców, jednak z powodów regulaminowych nie wrzucam tego na DeviantArta (pod koniec notki wrzucę linka do strony, na której ów odtworzony model sheet można obejrzeć).

Niestety, zaczęły się małe kłopoty. Otóż napatoczył mi się jakiś taki dwulicowy „purysta”, który zarządza jednym z deviantowych fanklubów Królika Bugsa. W regulaminie napisał, że grafiki podsyłane do klubu muszą zawierać Królika Bugsa i muszą być całkowicie autorskie. Podesłałem więc parę swoich prac, a ten wszystkie odrzucił, twierdząc że wszystkie (tak, według niego absolutnie wszystkie) są „zerżnięte” (po angielsku „traced”) z oficjalnych produktów WB i że wszystkie kwalifikują się do zaraportowania. Ja po jakimś czasie zajrzałem do klubowej galerii i znalazłem co najmniej siedem prac, które on zatwierdził, a które stanowią niejednokrotnie wręcz ewidentne plagiaty – żywcem przekalkowane oficjalne sitodruki z WB czy przezroczyste gify, wydrukowane i pokolorowane kredkami. Znalazłem nawet parę gifów wziętych z fragmentów „Kosmicznego Meczu”. Wyszło więc na to, że synek akceptując te „prace” złamał regulamin, który sam napisał. Wybiórczo stosowane prawo jest gorsze od faszyzmu, naprawdę.

Wracając jeszcze na chwilę do bugsomanii, oto kolejny jej przejaw – Ponadczasowy Królik Bugs. Tak, cała ta strona jest moja. Swoją drogą, ciekawe czy bugsomania nadaje się jeszcze do leczenia, czy może to jest jakaś nowa jednostka chorobowa? :P

No dobra. Czas na scenkę z jednej z krótkometrażówek. Szpital psychiatryczny. Łykamy pigułkę. Nic się nie dzieje! AAAAA łźiiiii hdizxjgdfs\hvzufhsbdhd782e6tdv <dziwne oczka> <uszy na krzyż> No dobra, powtarzamy: Jestem Ełmeł J. Fudd, miłioneł, posiadam wiłłę i jacht. Jeszcze raz! Jestem Ełmeł J. Fudd, miłioneł, posiadam wiłłę i jacht. Jeszcze raz! Jestem Elmeł J. Fudd, miłioneł, posiadam wiłłę i jacht.

Wypis: pacjent w stanie ogółnym dobłym, kłólikoza ustąpiła, możłiwy nawłót.

poniedziałek, Listopad 14th, 2011 Bez kategorii Brak komentarzy

Krótki powrót do dzieciństwa ;-)

23 lata na karku. Niby dorosły ze mnie człowiek. No, metrycznie – faktycznie, dorosły. Ale nawet dorosły czasami musi się pobawić, zrobić coś dziecinnego.

W myśl tej zasady, ściągnąłem sobie emulator gier na platformę NES (u nas Pegasus), po czym załadowałem to, czego poszukiwałem przez całe dzieciństwo, a czego nie mieli ani na targowiskach, ani w normalnych sklepach – gry z Królikiem Bugsem!

Na Pegasusa wydano dokładnie dwie gry z Bugsem w roli głównej, Bugs Bunny Crazy Castle i Bugs Bunny’s Birthday. Zginąwszy niezliczoną ilość razy, obydwie gry przeszedłem – jak na Pegasusowe gierki, te z Bugsem były dość trudne. W Crazy Castle po przejściu wszystkich 61 poziomów oczom moim ukazała się przesłodka scenka:

No patrzcie, to Bugs jednak miał dziewczynę! A przez wszystkie filmy (przynajmniej te dostępne u nas na VHS-ach po przemianach ustrojowych) zgrywał singla! A ponieważ ja jestem ciekawski człek, zajrzałem do Internetu po raz kolejny. Natknąłem się na bloga prowadzonego przez jakąś dziewczynę, zatytułowanego Bugs Bunny dla trochę zbyt dorosłych fanów, a tam wpis… poświęcony relacjom damsko-męskim. Co ja tam wyczytałem… najpierw wredna Mrs Bugs Bunny, potem Daisy Lou, Honey Bunny (z tą wytrzymał 56 lat i dopiero przed Kosmicznym Meczem wzięli ślub, po czym zaraz się rozwiedli z winy Warner Bros. :P ), i wreszcie Lola Bunny. Wróciwszy do Googla, znalazłem jeszcze dwie – Bonnie Bunny i i Lola Belle Bunny. Sześć lasek! Ten to tych towarów nawalił…

Dalsze przeglądanie Googla przyniosło następujące odkrycia:

- scenka z Family Guy, w której Bugs Bunny ostatecznie oddaje ducha, ustrzelony przez Elmeła Dżej Fada

- Duffy Duck też znalazł sobie ukochaną – ale jedną, nie sześć! :P

- zniesmaczenie faktem, że w Looney Tunes Show praktycznie wszystkie postaci spierdolili wizualnie… teraz przypominają zwierzątka z Happy Tree Friends – wszystko takie na siłę wygładzone, wyczyszczone, sterylne jak jasna cholera. Tylko Yosemite Sam wygląda jeszcze w miarę normalnie. Friz Freleng się w grobie chyba przewraca.  Tyle dobrego, że nie powtórzyli błędu Disneya, tworząc Looney Tunes 3D, bo chyba bym ich posiekał tępym nożykiem do łaskotania żab po dupie.

piątek, Sierpień 26th, 2011 Bez kategorii Brak komentarzy

Ruszajta z radiem!

Tak, spełniam właśnie jedno z moich marzeń. Uruchamiam w Paranormalium radio internetowe. Oficjalna inauguracja – 7 sierpnia o dwudziestej. Można słuchać już teraz pod adresem radio.paranormalium.pl. Nawiązałem współpracę z kilkoma redakcjami, więc prócz audycji z Paranormalium na antenie lecą też m. in. Para-Radio i materiały przygotowane przez Infrę, jest też kilka relacji z „paranormalnych” eventów typu konferencja o roku 2013.

Co będzie na inauguracji w niedzielę? Na pewno jakieś przywitanie ze słuchaczami, na pewno trochę muzyki. Ale gwoździem programu będzie premiera najnowszego podcastu Paranormalium – tym razem audycja poświęcona EVP.

Będzie to druga w historii serwisu audycja zawierająca wstawki aktorskie z udziałem aktorki na codzień niezwiązanej z Paranormalium. Julita Lachowska (grała jednym z podcastów rolę Anneliese Michel) wcieliła się tym razem w rolę badaczki EVP, której nagrany na taśmie głos ducha przekaże niezbyt ciekawą wiadomość… ale jaką, nie będę ujawniał, kto posłucha w niedzielę ten się dowie :)

Poza tym, standardowo – ja i Hubert zaprezentujemy trochę wiedzy o tematyce EVP. Prócz tego, w przerwach, będę robił wejścia na żywo i czytał najciekawsze komentarze nadesłane przez czytelników (będzie możliwość wysyłać wiadomości podczas audycji na żywo).

No, to tyle dzisiaj mojego pisania. Wracam do przygotowywania audycji – lwia część jest już gotowa, ale jeszcze troszkę roboty czeka.

środa, Sierpień 3rd, 2011 Bez kategorii Brak komentarzy

Zasada Czterech Zetek

Wróciłem właśnie z pisemnego etapu egzaminu z praktycznej znajomości języka angielskiego. Golnąłem sobie zimnego browarka, co pewnie uczyniło również wielu kolegów, coby jak najszybciej zapomnieć o traumie, jaką niewątpliwie było blisko trzygodzinne ślęczenie nad kartkami w sali egzaminacyjnej.

Czasami mówi się o Zasadzie Czterech Zetek. Są to: zakuć, zdać, zapić zapomnieć. Nie zawsze jednak wszystkie zetki udaje się spełnić…

Nie u wszystkich bowiem występuje „zakuć”. Ze „zdać” jest jeszcze gorzej. Na „zapić” nie każdego stać, niektórym więc pozostaje już tylko „zapomnieć”… ;)

poniedziałek, Maj 23rd, 2011 Bez kategorii Brak komentarzy
Paranormalista. Webmaster. Tłumacz. Ojciec dyrektor Paranormalium i KryptoZoo. Moderator na VRP. Komentator spraw wszelakich. Tępiciel autentycznych fake'ów. Seryjny zabójca neokidów, spamerów i innych internetowych debili. A prywatnie - człowiek. :-)